sobota, 25 listopada 2017

Argument I

Siedziałeś przy  stoliku w cukierni Luśki i opychałeś się kremówką. W  twoim życiu zmienia się wiele rzeczy... Miejsca, ludzie, drużyny w Plus lidze, ale nigdy nie zmieni się twoja miłość do kremówek  Lukrecji.  Cukiernia Luśki była wyjątkowym miejscem, miejscem w którym na dobrą sprawę rozpoczęła się wasza przygoda. Twoja i jej. Pamiętasz jak codziennie przechodziłeś tędy po treningu, widziałeś ją z daleka przez ogromną szybę cukierni. Zawsze była uśmiechnięta, a na swoje ciasta patrzyła jak na prawdziwe arcydzieła. Ilekroć nie przechodziłeś tamtędy, nie potrafiłeś odmówić sobie rozkoszy jej widoku. Musiałeś zawsze zerknąć do wnętrza cukierni, ona wtedy nawet nie zdawała sobie z tego sprawy.... A ty robiłeś wszystko by nie zwróciła uwagi na to, że ją obserwujesz. Ale to było kiedyś... Podparłeś się na dłoni i patrzyłeś jak listopadowy deszcz uderza o szybę. Pogoda nie rozpieszczała, a ty siedziałeś w przerwie między treningami dokładnie w tym samym miejscu co jeszcze dwa  lata temu z tym wyjątkiem, że tym razem Lukrecja nie należała do ciebie nawet w małym stopniu.  Spojrzałeś na swoją towarzyszkę, która wpatrywała się w lśniący na jej drobnej dłoni pierścionek zaręczynowy. Zawsze chciałeś, by była szczęśliwa, by na jej pięknej twarzy gościł uśmiech, by te jej błękitne oczy, w których znajdował cały morski błękit wciąż błyszczały ze szczęścia. Nic dziwnego, w końcu kiedyś ją kochałeś i na zawsze będzie dla ciebie kimś wyjątkowym. Tak sobie zawsze powtarzałeś Karolu. 
- Boisz się? - pytasz cicho zerkając na dziewczynę. Ona zaskoczona patrzy na ciebie.
- Czego? - pyta marszcząc śmiesznie brwi. 
- Ślubu. - odpowiadasz i upijasz łyk chłodnej już kawy. Blondynka opiera się o drewniane krzesło i  patrzy na swój pierścionek.  
- To dopiero za kilka miesięcy. - śmieję do ciebie. - Nie, nie boje się. Andrzej to ten właściwy facet. Oczywiście nie bierz tego do siebie. - spojrzała na ciebie przepraszająco. Nie mogłeś się na nią gniewać. Nie tylko dlatego, że zwyczajnie nie potrafiłeś, ale wiedziałeś, że zarówno ona jak i twój przyjaciel darzą się nawzajem prawdziwą miłością. Jak można być na kogoś złym za to, że kocha?
- Przecież wiem, że się kochacie. - wzdychasz patrząc na nią. - Tylko widzę, że coś cię trapi.
- Politechnika. - mówi cicho - Karol ja wiem, że to dla niego lepiej, tylko nie wiem jak nam się uda pogodzić to wszystko. Już jest trudno....
- Dacie radę. Nie po to  tyle się męczyliście bez siebie, żeby źle skończyć. - stwierdziłeś, czym rozbawiłeś blondynkę. Uśmiechnąłeś się do siebie słysząc jej śmiech. Znowu było jak dawniej, znowu ją rozśmieszałeś....
- Źle skończyć... Brzmi jak jakiś melodramat. -  popatrzyłeś na jej roześmiane oczy. Poczułeś jakieś dziwne ciepło w środku, sam nie wiesz dlaczego.... Nie potrafiłeś tego zdefiniować. Miałeś wrażenie, że przenosisz się w czasie, że znowu znajdujesz się w momencie, gdy nie masz tak bardzo pobijanego serca, a  u Luśki na dłoni nie lśni zaręczynowy pierścionek.
- Cieszę się, że wciąż cię potrafię rozbawić. - stwierdziłeś spuszczając wzrok. Czułeś się jak kiedyś. Czułeś się tak samo jak wtedy, gdy przesiadywałeś tutaj godzinami  rozmawiając z nią i słysząc co chwile jej śmiech.  To był wtedy dla ciebie najpiękniejszy dźwięk na świecie.
- Zupełnie jak dawniej... - dodała cicho, wasze spojrzenia się spotkały. Oboje szybko odwróciliście wzrok. - Muszę.... Posprawdzać ile mi zostało.... Ciast
- Jasne...- mówisz nieśmiało - Będzie lepiej jak już pójdę. Trzymaj się Luś. - założyłeś szybko na siebie kurtkę i wyszedłeś na zewnątrz. Zerknąłeś jeszcze w stronę blondynki która patrzyła na ciebie zza szyby. Posłałeś jej ciepły uśmiech i ruszyłeś szybkim krokiem w stronę mieszkania, by wziąć czyste rzeczy na trening. Tak naprawdę chciałeś jak najszybciej uciec z tamtego miejsca... Nie wiesz co ci się stało i dlaczego wciąż tak na nią patrzysz. Może po prostu  brakuję ci miłości? Najgorsze jest  to, że to wszystko co czułeś, wraca do ciebie jak bumerang. Westchnąłeś przemykając oczy, a w twojej głowie natychmiast pojawił się pewien obraz...




We wrześniowe popołudnie siedziałeś na kanapie w salonie blondynki i zajadałeś się orzechowym ciastem. Słońce wyglądało z zza kolorowych zasłon, a ty patrzyłeś na blondynkę siedzącą na przeciw ciebie, która opowiadała ci swój ostatni dzień. Zawsze  uwielbiałeś gdy tak robiła. Siadaliście razem, ona ci wszystko opowiadała,  ty patrzyłeś na to jaka jest piękna gdy to robi. Każdy wieczór razem z nią był dla ciebie wyjątkowy, mogliście siedzieć przykryci jej ulubionym granatowym kocem i nic nie mówić... Karolu! Co ty wyprawiasz? Dlaczego o niej myślisz? Słysząc dzwonek do drzwi Luśka poderwała się szybko z kanapy. Zatrzymała się nagle widząc twoją zamyśloną minę
- Karol wszystko w porządku? - spytała niepewnie na ciebie zerkając. Uśmiechnąłeś do niej i skinąłeś głową.
- Chyba nie do końca. - mruknęła mierząc cię wzrokiem. Wiedziałeś, że znała cię doskonale... - Porozmawiamy za moment. - dotknęła delikatnie twojego ramienia, a ty dłużej zatrzymałeś wzrok na jej dłoni. Przez twoje ciało przeszła fala przyjemnego ciepła. Nie pojmowałeś co się z tobą dzieje, odkąd Julka cię zostawiła, wszystkie wspomnienia do ciebie wracają. Naprawdę byłeś tym przerażony. Nie chciałeś takich powrotów...
- Cześć kochanie. - usłyszałeś głos twojego przyjaciela i spojrzałeś w stronę drzwi. Andrzej stał z wtuloną w niego Luśką i mówił jej jak bardzo za nią tęsknił. Ona była przy nim taka szczęśliwa.... Jakbyś miał tak po prostu to zniszczyć?
- Chodź, mamy gościa. - Lukrecja pociągnęła go za rękę i weszła do salonu.
- No witaj przyjacielu. - uśmiechnąłeś się w stronę Wrony, on podał ci rękę  i usiadł na przeciwko.
- Ledwo się wyniosłem, a ty już randkujesz z moją piękną narzeczoną. - zaśmiał się, chociaż ciebie to nie bawiło, ani trochę.... Niemal trafił w punkt.
- To co? Może ja ci zrobię kawę, co skarbie? - uśmiechnęła się ciepło do Andrzeja, a on odwzajemnił jej gest. Czy oni muszą być tacy w sobie zakochani? Niczego ci nie ułatwiają...
- Jakbyś mogła.- blondynka zniknęła gdzieś w kuchni. -  Dobrze się składa, że tu jesteś, bo mam do ciebie sprawę.
- Jaką? - przyjrzałeś mu się uważanie. Andrzej oparł się o kanapę i zerknął czy Luśka nie patrzy.
- Mnie teraz tu nie ma, Mikołaj jest zabiegany, szkoła, matura i tak dalej. Mógłbyś mieć na nią oko? W sensie zajrzał do niej od czasu do czasu.

Sam teraz nie wiesz po co się wtedy zgodziłeś. Może dlatego, że czułeś, że Luśka cię potrzebuje, może nie potrafiłeś mu odmówić, bo był twoim przyjacielem. Wiedziałeś, że przez to sam siebie będziesz zadręczał, bo Lukrecja z każdym kolejnym spotkaniem znowu staje się najważniejszą kobietą w twoim życiu... Boisz się tego, boisz się każdej sekundy w której twoje serce znowu przy niej bije szybciej, boisz się każdego jej spojrzenia, bo wtedy toniesz w błękicie jej oczu. Przeraża cię ta sytuacja, bo przecież teraz wszystko już zamknięte. Oni są zaręczeni i masz świadomość, że twój przyjaciel to miłość jej życia. A to co było między Wami dla niej nie ma już najmniejszego znaczenia... Nie masz pojęcia dlaczego to wszystko znowu do ciebie wraca, może po prostu chciałbyś znowu być kochany Karolu?  Miałeś kompletny mętlik w głowie i nie potrafiłeś sobie już niczego poukładać... Westchnąłeś ciężko.
- Dlaczego odeszłaś Julio? 


~*~
Tęsknię za dotykiem jego skóry, jego ramionami oplecionymi wokół mnie, 
za jego ustami na moich.
~*~


Siedziałaś na kanapie wpatrzona w szklany ekran telewizora, gdzie leciał kolejny serial, który nie przykuwał twojej uwagi. Poprawiłaś  granatowy koc na nogach i mocniej wtuliłaś się w szary Andrzejowy sweter, który cały był przesiąknięty jego zapachem. Gdy go zakładałaś zawsze miałaś wrażenie, że Andrzej jest gdzieś obok. Tęskniłaś za nim, za takimi wieczorami jak ten, gdy siedziałaś po prostu w niego wtulona, gdy opowiadał ci swój dzień, gdy robiliście wspólne plany. A teraz zamiast jego ciepłego głosu,  w twoim mieszkaniu było słychać jedynie głupi telewizor. Westchnęłaś cicho, tak dawno się nie widzieliście, ostatnio nie miał czasu nawet na krótką rozmowę...  Ale dzisiaj wreszcie się zobaczycie. W końcu wtulisz się w jego ramiona, mówiąc jak bardzo go kochasz. W końcu zobaczysz te wesołe iskierki w jego błękitnych oczach i po raz kolejny pośmiejesz się z jego listopadowych wąsów. Jak co roku. Mogłaś się z niego śmiać, ale tak naprawdę to jak wygląda nie miało dla ciebie najmniejszego znaczenia, liczyło się to jak bardzo się kochacie i że wiesz, że możesz zawsze na niego liczyć. Ale czy faktycznie możesz?  Zerknęłaś na stary zegar wiszący nad telewizorem. Powinien już tu być dawno temu, zaczęłaś się powoli denerwować, zawsze pisał gdy wyjeżdżał z Warszawy, a dzisiaj nawet nie dał znaku życia. Poderwałaś się szybko z miejsca słysząc dźwięk przychodzącego sms-a. Uśmiechnęłaś się do siebie, byłaś pewna, że już do ciebie jedzie, że za chwile znów będziesz mogła znowu poczuć smak jego ust, że... Wlepiłaś wzrok w telefon,  a twoje oczy momentalnie się zaszkliły.

Przepraszam Luś. Nie dam rady dzisiaj przyjechać, mam nagranie w TVN-ie. Mam nadzieję, że zrozumiesz skarbie. Zadzwonię po programie.

Kocham cię. 
Nie zapominaj!

Westchnęłaś ciężko i zdenerwowana rzuciłaś telefon  na kanapę. Nie przyjedzie. Znowu. Nie jesteś w stanie już zliczyć tych niedotrzymanych obietnic znalezienia dla ciebie czasu... A przecież kiedyś był dla ciebie zawsze.... Przeczesałaś dłonią swoje blond włosy i spojrzałaś na rękaw szarego swetra. Przymknęłaś delikatnie oczy i przejechałaś opuszkami palców po rękawie. Chciałaś mu zrobić niespodziankę, chciałaś z nim pojechać na kilka dni do Warszawy. Może powinnaś  to zrobić dawno temu, ale przez to, że Basia była w szpitalu nie miałaś nawet z kim zostawić cukierni, a Mikołaj jak na złość był na jakimś wyjeździe klasowym. Gdy brunetka  wczoraj powiedziała ci, że wraca do cukierni, ucieszyłaś się niezmiernie i już zaplanowałaś ten wyjątkowy weekend ze swoim narzeczonym. Wierzyłaś w to, że się ucieszy, że będziesz znowu blisko niego. Jednak teraz zaczynasz wątpić, że tak się stanie... I że to  ma jakikolwiek sens... Ścisnęłaś mocniej rękaw swetra, a po twoich policzkach pociekły łzy....
- A po tobie został mi tylko sweter.... - powiedziałaś cicho do siebie i podeszłaś do okna.  Okna które wypadało na sąsiedni blok, ten sam w którym mieszkał kiedyś Andrzej, twój Andrzej. Nie Andrzej z Warszawy, wielkiej stolicy. Tylko ten, który cię kochał i za każdym razem ocierał twoje łzy... Patrzyłaś jak w oknie jego dawnego mieszkania zapala się  światło. Zmarszczyłaś brwi, tak bardzo byś chciała, by on tam znowu był... By był znowu tak blisko.... Patrzysz jak drzwi balkonowe się otwierają, a w nich staje młody chłopak i opiera się o barierkę balkonową, za chwilę obok niego pojawia się drobna blondynka, która się wtula w jego plecy. On się odwraca natychmiast do niej i zatapia w jej wargach. Patrzysz na tę scenę ze smutkiem, bo widzisz tam siebie i Andrzeja. Jeszcze kilka miesięcy temu staliście w tym samym miejscu co oni. A teraz.... Jego nie ma. Coraz częściej nie ma. Tak bardzo brakuje ci jego ciepła, dotyku. Jego zaspanych oczu o poranku, jego rozsiadania się w twojej cukierni przed swoim treningiem i opowiadania o tym co działo się wcześniej. Brakuje ci po prostu jego. Tego co miał być zawsze. Słysząc dzwonek do drzwi, otarłaś szybko swoje łzy i poszłaś otworzyć.
- Cześć Luś, przyniosłem  ten katalog śluby od mojej kuzynki..  - spojrzałaś na Karola siląc na uśmiech. A do oczu  znowu napłynęły ci łzy. Patrzyłaś na piękną kobietę w sukni ślubnej na okładce katalogu,  ty również masz tak wyglądać za jakiś czas. Niestety czujesz, że z każdym dniem coraz bardziej się od tego oddalasz.... Wzięłaś go od niego i utkwiłaś na nim wzrok przez dłuższą chwilę.
- Dziękuję. Wejdź.- otworzyłaś szerzej drzwi. Karol zmierzył cię wzrokiem od góry do dołu i wyminął w przejściu.
- Andrzej też go lubi. Kupił go jeszcze w Bydgoszczy. - wskazał na sweter i uśmiechnął się  do siebie na to wspomnienie, a potem nagle spoważniał. - Płakałaś?
- Nie. - zaprzeczyłaś szybko. Wiedziałaś, że ani trochę ci nie uwierzył. Westchnął głęboko i zdjął z siebie kurtkę, rzucając ją na oparcie kanapy. Po czym skierował wzrok na ciebie i pokręcił głową.
- Chodź tutaj. - wziął cię za rękę i mocno przyciągnął cię do siebie. Nie miałaś już dłużej siły na cokolwiek. Mocno się w niego wtuliłaś, delikatnie pogłaskał cię po głowie jakby chciał cię uspokoić - Nigdy przede mną nie  udawaj, jak i tak widzę. Widzę, że chcesz pokazać jak to sobie super z tym wszystkim radzisz, ale ja wiem, że tak nie jest. Znam cię na wylot, powinnaś to wiedzieć.  - odsunął cię od siebie i uśmiechnął się do ciebie pokrzepiająco -  Nie jesteśmy razem, wiem. Ale jesteś dla mnie kimś ważnym, to się nie zmieniło i doskonale o tym wiesz. Nie bój się mi mówić prawdy.  I pamiętaj Luś. Ja tu jestem. - słysząc to naprawdę się wzruszyłaś. Karol był dla ciebie kimś wyjątkowym. Osobą wręcz niewyobrażalnie wyrozumiałą. Po tym co między wami się się stało, on zwyczajnie przeszedł do porządku dziennego, znowu był przyjacielem Andrzeja i ciebie traktował po prostu jak przyjaciółkę. Kochałaś Wronę, byłaś pewna, że to miłość twojego życia. Jednak wciąż miałaś do siebie żal, że Karol przez waszą miłość cierpiał, bo wiesz, że tak się stało. Mimo tego, że zapewniał cię, że się cieszył, tak do końca nie było, nie mówił o tym, ale nie musiał. Ty również go doskonale znasz. I wiesz, że to Julia byłam kimś, kto naprawił jego  świat, zburzony przez was. Teraz gdy ona odeszła, widzisz jak bardzo jest zagubiony, chociaż tego też nie powie. Andrzeja nie ma, zostałaś tutaj tutaj już tylko ty  i wiesz, że nie możesz go zostawić samego z własnymi zranionymi uczuciami. Nie mówi o tym, ale wiesz, że gdzieś w środku naprawdę cierpi.
- Ty też nie powinieneś. - zauważyłaś. Karol tylko westchnął odwracając wzrok.
- Wiesz, że nie lubie...
- Wiem. - przerwałaś mu z uśmiechem. - Ale pamiętam, że ja też tu jestem. - dotknęłaś jego ramienia.
- Dlatego tu przyszedłem. - puścił ci oczko - To co tym razem? Polsat czy TVP? - spytał siadając. Widziałaś po jego minie, że też jest trochę tym zirytowany. Ale wiedziałaś, że jemu też brakuje Andrzeja, zwłaszcza teraz, gdy został tu zupełnie sam.
- TVN. - odpowiedziałaś siadając na przeciwko niego. Wcześniej zarówno Karol jak i ty zbyt wiele nie mówiliście o częstych nieobecnościach Andrzeja.  Dzisiaj chyba coś się zmieniło, miałaś wrażenie, że znowu między wami jest jakaś więź, zwłaszcza, że oboje tęskniliście za tym samym człowiekiem, który coraz częściej o was zapominał. Może to dziwnie zabrzmiało, ale jak masz o tym powiedzieć inaczej, skoro oni obaj byli niemal jak bracia. Nawet wasz miłosny trójkąt nie zburzył tej przyjaźni.
- Luś, ja myślę, że w tym jest co jeszcze. On cie tak bardzo kocha. Na pewno chce dobrze. -  też w to wierzyłaś, wierzyłaś, że Karol miał rację, że wszystkie słowa Andrzeja to prawda. Wierzyłaś, ale chyba w twojej głowie krąży coraz więcej wątpliwości, których chcesz się jak najszybciej pozbyć.
- Nie mówmy o tym. Pewnie mi to wszystko wyjaśni. Chcesz herbaty? - spytałaś, Kłos skinął głową i zerknął do telefonu. Zaśmiałaś się pod nosem na ten widok, zarówno on jak i twój ukochany  nie mogli żyć bez tych wszystkich ingramów i facebooków. Nigdy nie potrafiłaś zrozumieć, jak można co chwile sprawdzać te portale... Wstałaś z miejsca i ruszyłaś w stronę kuchni, gdy nagle zatrzymał cię głos Karola.
- Nie wierze! Co ona tam robi?!  I to z nim?! - odwróciłaś się i spojrzałaś  podejrzliwie na Kłosa, on widząc to natychmiast schował telefon do kieszeni.
- Kto? - spytałaś. On jednak spuścił głowę i milczał. Zmarszczyłaś brwi i zmierzyłaś go wzrokiem W pierwszej chwili pomyślałaś, że chodzi o Julkę, ale wtedy by się zachowywał zupełnie inaczej. - Pokaż telefon. - wyciągnęłaś rękę, jednak on pokręcił głową.
- To nic ważnego. Serio napiłbym bym się tej herbaty. - próbował zmienić temat. Przewróciłaś oczami i sięgnęłaś po swój telefon. Po panice w oczach Karola wiedziałaś o kogo mu chodzi. Weszłaś w profil Andrzeja i zerknęłaś na oznaczenia. Stał obok dość wysokiej ładnej brunetki o ślicznych zielonych oczach. Widziałaś na twarzy Andrzeja jakiś dziwny uśmiech, nie potrafiłaś nawet go określić...
- Przypadkowe spotkanie po latach. - przeczytałaś podpis pod zdjęciem i zerknęłaś na pierwszy z brzegu komentarz. A może nie do końca przypadkowe?  - Kto to? -s pytałaś spokojnie. Jednak Karol milczał jakby w ogóle wyłączył swoje myślenie. I nic do niego nie docierało, patrzył w podłogę jakby starał się coś sobie przypomnieć.
- Stara znajoma.  - mruknął od niechcenia. Wiedziałaś, że niczego więcej się od niego nie dowiesz. Jednak jesteś pewna, że to nie była tylko znajoma, inaczej nie był by tak wzburzony. Postanowiłaś na razie dać mu spokój z przepytywaniem go, bo wiedziałaś, ze to i tak jest bez sensu.  Czułaś jednak, że tego wieczora, Andrzej już do ciebie nie zadzwoni. I wtedy nie miałaś jeszcze pojęcia, że niestety się nie pomylisz. 


~*~
Nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą. 
~*~


Wyszedłeś ze studia jednej z popularniejszych stacji telewizyjnych. Na warszawskim  niebie błyszczało miliony gwiazd.  Westchnąłeś i powoli udałeś się w stronę swojego samochodu. Oparłeś się o niego i wpatrywałeś się przez dłuższą chwilę w budynek, z którego przed chwilą wyszedłeś. Naprawdę zaczynałeś lubić te wszystkie nagrania i o dziwo czułeś się zawsze podczas nich dobrze, jednak wydawało ci się, że to wszystko jest bez sensu. Bez sensu bo  nie było jej. Czujesz jak coś w tobie się rozpada, bo wiesz, że teraz jest smutna. Wiesz, że po raz kolejny ją zawiodłeś. Ale przecież ty to wszystko robisz dla was, dla waszej wspólnej przyszłości. Niedługo masz zostać mężem, głową rodziny. Masz wziąć pełną odpowiedzialność za waszą przyszłość,  a przecież  to oczywiste, że wiecznie w siatkówkę grać nie będziesz, chcesz zapewnić Luśce i waszym dzieciom wszystko na co zasługują. Chcesz by Lukrecja miała swój wymarzony domek i psa. Chcesz mieć po prostu szczęśliwą rodzinę i masz nadzieję, że Lukrecja zrozumie, że to co robisz teraz jest po to by te wasze marzenia się spełniły. Jednak czujesz się strasznie źle z tym, że znowu jej nie odwiedziłeś, choć obiecałeś, lecz oni zadzwonili niemal w ostatniej chwili. Spuściłeś głowę, naprawdę ci jej brakowało. Brakowało ci nawet zwykłego zasypiania przy niej i budzenia się z nią. Chciałeś ją mieć już przy sobie, jednak do maja zostało jeszcze trochę czasu. Wiesz, że jakoś sobie poradzicie,  a wtedy już nawet na moment nie wypuścisz jej ze swoich rąk. W końcu Lukrecja to twój największy skarb i prawdziwa miłość, zawsze tak czułeś.  Nawet wtedy gdy byłą z Karolem, ona to kobieta z którą chcesz iść przeżycie. Nie możesz się już doczekać dnia, w którym założy dla ciebie białą suknie, a ty będziesz jej przysięgał miłość aż do końca. Uśmiechnąłeś się do siebie szeroko wyobrażając sobie ten dzień. Wyciągnąłeś z kieszeni telefon i zatrzymałeś wzrok dłużej na swojej tapecie. Widziałeś tam zdjęcie Luski całującej cię w policzek. Byliście na nim tacy szczęśliwi i czujesz, że będziecie jeszcze bardziej. Chciałeś jak najszybciej usłyszeć jej cudowny głos  i wszystko wytłumaczyć. Mogła być zła, mogła na ciebie krzyczeć, ale chciałeś w końcu jej posłuchać.
- Andrzej? - nacisnąłeś czerwoną słuchawkę, nim zabrzmiał pierwszy sygnał i  rozejrzałeś się kto cię woła.  Twoim oczom ukazała się drobna brunetka o szmaragdowych oczach, które były ci tak doskonale znane 
- Naati. - powiedziałeś cicho patrząc na dziewczynę - Co ty tu robisz? Wróciłaś ze Szkocji?- spytałeś zaskoczony, ona pokiwała tylko głową.
- Też się cieszę, że cię widzę Andrzejku. - zaśmiała się uroczo, zresztą jak zwykle. - Wróciłam do Warszawy, jak na razie na stałe. I widzę, że ty chyba również.
- Tak, gram w Politechnice. - stwierdziłeś, dalej nie mogąc uwierzyć, że ponownie ją widzisz. Brunetka nagle złapała cię za rękę.
- Chodź, zapraszam cię na naszą ulubioną herbatę!  To jest niedaleko,  pamiętasz? - skinąłeś niepewnie patrząc w jej zielone oczy i udałeś się powoli w stronę "waszej" kawiarni, chowając telefon do kieszeni. Czułeś się dziwnie, w głowie pojawiały się jakieś strzępki wspomnień i dawnych uczuć. Tych, które według ciebie wymarły kilka lat temu i nie były niczym poważnym. Jednak teraz... Nie potrafisz czuć się przy niej swobodnie, tak jakbyś miał za chwilę  wykonać zły ruch, który doprowadzi do jakiegoś kataklizmu. Natalia jednak nie czuła żadnego skrępowania twoją osobą. Była jak zwykle uśmiechnięta, a z jej oczu bił niesamowity blask, który niegdyś tak bardzo cię do niej przyciągał. W ogóle się nie zmieniła. Byłeś zaskoczony tym, że wszystko pamięta z takimi szczegółami, każde wasze wspólne miejsce, w które często chodziliście. Przecież minęło już tyle lat.... Gdy wszedłeś razem z nią do herbaciarni, czułeś, że cofasz się w czasie. Wydawało ci się, że znowu jesteś tym szczupłym chłopakiem z bujną fryzurą na głowie, a obok ciebie była znowu brunetka o szmaragdowym spojrzeniu.
- Wcale się nie zmieniłaś. - uśmiechnąłeś się do niej, widząc jak prosi o dodatkową porcje cukru.
- Za to ty i owszem. Kto by pomyślał, że będziesz nosił wąsy. - puściła ci oczko i usiadła w fotelu.
- To dla wyższych celów. - mruknąłeś i podparłeś się ręką o stolik. Z jednej strony fajnie, że wszyscy się tym interesowali, a z drugiej miałeś dość uwag, że powinieneś się ich pozbyć...
- Wiem, słyszałam. - uśmiechnęła się i odwinęła powoli z szyi gruby zielony szalik. A ty zamarłeś, spojrzałeś na srebrny łańcuszek z motylkiem wiszący na jej szyi, wziąłeś delikatnie go do ręki i przejechałeś po nim kciukiem.
- Wciąż go masz. - zapytałeś zaskoczony. Byłeś w szoku, że to możliwe, że wciąż go nosi. Myślałeś, że dawno temu już go zgubiła, albo jej się urwał...
- W końcu jestem motylkiem. - zaśmiałeś się pod nosem przypominając sobie, że zawsze ją tak nazywałeś. - Po za tym przypomina mi miłe chwile. - zapatrzyłeś się w intensywną zieleń jej oczu.  Kiedyś naprawdę uwielbiałeś to robić, jednak to było w jakichś zamierzchłych czasach. Czasach, o których do tej pory nie pamiętałeś. Były jakimś mglistym wspomnieniem młodzieńczych lat... Nagle zamarłeś. Byłeś przerażony. Ona tu znowu siedziała, tak jak wtedy, miała ten wisiorek, piła przesłodzoną herbatę i opowiadała ci o wszystkim co działo się u niej przez ostatnie lata. Była znowu tamtą Nati. Gdy na nią teraz patrzyłeś wiedziałeś jedno. Przeszłość powróciła również do ciebie Andrzeju.







________




Witajcie moi kochani! 
 Rozpoczynamy już na stałe to opowiadanie. Ostatnimi czasy zgubiłam moją miłość do pisania i do świata blogowego. Raz tak się stało i pomogła mi ta 3. Dzisiaj mam nadzieję, że znowu tak się stanie, że Lusia, Andrzej i Karol znowu mi pomogą. Byli ze mną, gdy moje życie miało się zmienić nieodwracalnie. Są znowu,  po 3 latach..... Trochę się tu pozmieniało, ale wiem jedno. Wciąż ich tak bardzo lubię. <3 
Oddaje Wam ten rozdział, który nie jest idealny, ale dążę do poprawy. :)

A tak po za tym, też uwielbiam ten sweter Wronki! <3 W ogóle to zdjęcie mnie rozwala, ponieważ tam w tle jest Karollo. xd #BFF Czyli pasuje idealnie do opowiadania. ;)


Co do Kamila, epilog się piszę, ale kiedy go skończę to nie wiem. :(

W czwartek zapraszam na Miśkę i Wojtka, a w  przyszły weekend na pamiętnik Andrzeja.

Tymczasem. 
 Zostawiam Was z Andrzejem i jego pączkiem:) 
Ściskam mocno! 
Paulka 


Ps. Niedługo i Was odwiedzę. :)



1 komentarz:

  1. A więc dotarłam i ja! Cóż mogę powiedzieć, przeszłość wraca zawsze wtedy, kiedy nie powinna, jednak jeśli wciąż nas rusza, chyba jednak nie jest do końca tylko przeszłością. Mam nadzieję, że Karol odnajdzie jeszcze szczęście, a Wrona nie narobi sobie problemów przez powrót tej całej Nati. Ale coś tam jednak czuje, że łatwo to im nie będzie.
    Pozdrawiam mocno i z niecierpliwością czekam na więcej wszystkiego i wszędzie (zwłaszcza Kamila) :)
    rudap.

    OdpowiedzUsuń